wtorek, 17 lipca 2012

Rozdział 7.

-Cześć słoneczko. Już wychodzimy do domu.- Ania usłyszała krzyczącą mamę.
-Coo? Która to godzina ? - zapytała.
-Już po 10. Spałaś?- zapytała mama ze zdziwieniem. Jej córka nigdy nie spała do 10. Chyba, że była po dyskotece całonocnej.
-Noo. Dziwne nie ? - zapytała roześmiana dziewczyna siadając na swoim szpitalnym łóżku.
Mama pomogła córce się spakować. Po półgodzinie były już gotowe i czekały na wypis. Doktor jeszcze przepisał Ani jakieś tabletki przeciwbólowe, gdyby Anie zabolała głowa.
Ruszyły samochodem do domu. Razem mieszkały na spokojnej dzielnicy miasta. Ich domek chodź niewielki był bardzo uroczy. Białe ściany, na około domu weranda z białym płotkiem, zielononiebieskie okiennice i tego samego koloru drzwi. Obok mały ogródek z oczkiem wodnym i dużą ilością rozmaitych kwiatów. Danuta uwielbiała ogrodnictwo. Jej jak i jej córki ulubionymi kwiatami były tulipany. Miały ich mnóstwo, żółte, czerwone, fioletowe, białe. Nastolatce najbardziej podobały się czerwone. Urzekła ją legenda o nich. O miłości księcia Farhada i dziewczyny o imieniu Shirin. Gdy Farhad dowiaduje się o tym, że Shirin została zamordowana, nie chce żyć. Przepełniony żalem galopuje nad urwiskiem i zabija się, a z każdej kropli jego krwi wyrasta jeden szkarłatny tulipan.
Gdy dziewczyna wraz z matką dojechały do domu ta pobiegła do swojego pokoju, by zabrać ze sobą czyste rzeczy i wziąć długą kojącą kąpiel. Po dwóch godzinach wyszła jakby odmieniona. Miała na sobie ciemne rurki do tego białą bokserkę. Na twarz położyła podkład. Przeciągnęła rzęsy tuszem. Włosy rozczesała i przełożyła przez ramię. Taka poszła do kuchni coś przegryźć. Na stole zobaczyła kartkę od mamy, na której widniał napis.
"Córci, przepraszam Cię, że tak szybko uciekłam. Wiem, że powinnam ten dzień spędzić z Tobą, ale dostałam ważny telefon z pracy. W poniedziałek Ci to wynagrodzę i pojedziemy na duże zakupy. Całuję mama PS. W lodówce masz obiad. Odgrzej sobie."
Ania zaczęła odgrzewać obiad. Wizja tego, że mama musiała pojechać do pracy z jednej strony ją cieszyła, bo przecież miała się spotkać dziś z Kubą. A z drugiej strony brakowało jej matki. Ostatnio tak rzadko ze sobą rozmawiają.
- Właśnie- pomyślała sobie dziewczyna.
-Przecież mam się spotkać z Kubą. Kurde miał się odezwać. Dochodzi 15 a on nie daje znaku życia. - powiedziała sobie pod nosem po czym spojrzała na telefon z myślą, że może jednak przegapiła sms-a, albo nie usłyszała połączenia. Nic. Na wyświetlaczu nie było żadnej wiadomości, anie powiadomienia o nieodebranym połączeniu. Nastolatka posmutniała. Cieszyła się na ich spotkanie. Poszła więc przed telewizor i zaczęła przeskakiwać po kanałach. Nie znalazła nic co by ją bardzo zainteresowało. Zaczęła więc oglądać jakiś program dokumentalny o mrówkach. Po 15 minutach dostała sms-a. Wzięła telefon do ręki z nadzieją, że to może chłopak. Zobaczyła nieznany numer, a przecież numer Kuby miała zapisany w telefonie. Zaczęła czytać.
"Cześć. Spotkajmy się dziś o 17 w lodziarni tam, gdzie Cię poplamiłem : ). Kuba"
A jednak to był on. Ania pobiegła do siebie spojrzała na zegarek, na którym wskazówki wybijały 16. Zaczęła w pośpiechu zmieniać koszulkę i poprawiać makijaż. Po 30 minutach była gotowa. Wyszła zamykając drzwi na klucz. Szła ulicami na których co chwilę przechodził ktoś znajomy. Niektórych osób mówiących jej "cześć" nawet nie kojarzyła. Co ją zdziwiło, bo znała dużo osób.
W końcu dotarła na miejsce. Przed lodziarnią spojrzała na telefon, gdzie była godzina 16.57. Weszła do środka. Zobaczyła Kubę. Siedział w stoliku, który stał na samym środku pomieszczenia. Chłopak lubił być w centrum uwagi. Ania podeszła do niego .
-Cześć.- powiedziała nieśmiało.
-O cześć. Punktualna jesteś.- odpowiedział chłopak posyłając nastolatce ciepły uśmiech.
-Może zamówimy coś. Na co masz ochotę. - dodał wołając kelnera do siebie.
-Poproszę czekoladowe lody z truskawkami i podwójną porcją bitej śmietany. - powiedziała kierując wzrok na pana przyjmującego zamówienie.
-Dla mnie o samo.- powiedział Kuba.
-Jak się czujesz? - zapytał troskliwym głosem.
- Całkiem dobrze. Mam lekkie zawroty głowy, ale to normalne. Nie mówmy o mnie. Jakie masz plany na wakacje?- zapytała. Nigdy nie lubiła dużo mówić o sobie. A zwłaszcza dla kogoś kogo mało znała.
- Pod koniec lipca może pojadę do Niemiec. A teraz razem z Marcinem i Szymonem zakładamy kapelę. Ja będę grał na gitarze, Marcin na basie a Szymon na perkusji. Brakuje nam wokalistki.- zawiesił głos spoglądając na Anię i posyłając jej uśmiech.
-Świetnie, ale nie znam nikogo kto mógłby do Was dołączyć.- powiedziała.
Międzyczasie podano im lody.
-A ty? -zapytał Kuba prosto z mostu.
-Co ja? - odpowiedziała pytająco dziewczyna.
- Przecież ty bardzo ładnie śpiewasz. Słyszałem Cię na konkursach w szkole.- próbował skusić dziewczynę.
- Przestań. Nie nadaję się. Nie znam Szymona ani Marcina. Będę się stresowała.- mówiąc poczuła wibrację w kieszeni.
Wzięła telefon do ręki i odebrała połączenie od mamy. Usłyszała tylko krótkie "wracaj do domu". Od razu wiedziała, że coś się dzieje, rodzicielka miała zdenerwowany i drżący głos.
-Muszę lecieć.-Powiedziała do chłopaka, który nie bardzo wiedział o co chodzi. Nie czekała na jego odpowiedź wyszła z lodziarni. I szybkim krokiem podążyła w stronę domu. Tymczasem Kuba zaskoczony zachowaniem Ani. Zapłacił za lody, których nawet nie zdążyli zjeść i wybiegł za nią, ale po niej nie było już śladu.
Przepraszam za błędy. Rozdział 6 będzie później. Będą w nim opisane losy Ali, ale Bloggerkaa teraz nie może go napisać. Pozdrawiam Was ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz